Są tygodnie , kiedy walczę o kazdy
przezyty dzien.
O to zeby otworzyc oczy, wstac,
zjesc,wyjsc z domu.
O oddech.
O swiadomosc chwili.
Gubie się w moich gestych myslach
łóżko jedynym sprzymierzencem.
Nie pyta o nic, nie trzeba się
tlumaczyc , usmiechac, nie ocenia.
Nie mowi za dużo.
Samobojstwo nigdy nie było brane pod
uwage. Nie było opcją.
Zastanawiam się kiedy to się
zmienilo.
Od kiedy jest wyjsciem?
Drzwiami za ktorymi nie muszę ze soba
zyc.
rozwiązaniem
Wiem ze kiedys ten dzien nadejdzie.